Dzień szesnasty


WTOREK   03.09.2013 r.       DZIEŃ SZESNASTY

Start – Gorzów Wielkopolski,  BULWAR

Delikatnie gdzieś z daleka budzi mnie głos kurantów, chyba fragment 'BOŻE COŚ POLSKĘ’, ale mogę się mylić, bo z moim słuchem w zupełności może być to zupełnie coś innego. Dziś pięknie świeci słoneczko, choć na obrzeżach widać jeszcze ciężkie ponure chmury. Lekki wiaterek. Wstaliśmy dość wcześnie- około ósmej, musieliśmy, przy okazji KAPITAN wypił pierwszą KAWĘ, trochę rozejrzał sie na świat i ponownie wkulnął się do swojej koi. WYTRACAMY PRĘDKOŚĆ. Wiemy, że trzeba wyhamować. Robimy to SPOKOJNIE, powoli – mamy jeszcze jeden dzień (bez dzisiejszego) do operacji SLIPOWANIA tratwy na ląd, więc nie ma powodu do pośpiechu. Ogarnąłem troszkę tratwę, znalazłem kosz i pozbyliśmy się śmieci. Uzupełniam dziennik, pije herbatkę i coś do herbaty. W sumie czekam na DRUGĄ KAWĘ KAPITANA. Trzeba dolać trochę paliwa do baku, bo ostatni kurs pod wiatr osuszył ździebko nasz zbiornik. Od rana po rzece 'zasuwają’ kajaki sportowe, słychać jakieś komendy i od czsu do czasu przepływa mała motorówka /chyba instruktor/ – młodzi ćwiczą.. zaczyna grzać- robi się przyjemnie – chyba wypiorę skarpetki- mam chwilę czasu, a co ważniejszego to już opisałem. Nie będę opisywał bulwaru – określę go jednym słowem – przyjemny. Na mostach ruch – dochodzi nas warkot pojazdów, szum miasta, wiaduktem przejechał pociąg osobowy. Pod wiaduktem w środkowej części bulwaru usytuowany jest ciąg kawiarń, restaracji / w jednej z nich byliśmy wczoraj/, ale część z nich ma wpis „LOKAL DO WYNAJĘCIA”. Wczoraj młodzież rozpoczynała rok szkolny, a następnie sporo z niej przewinęła się w okolicy BULWARU / na barce, restauracji, pod mostem i tarasem/ w celu odbycia deszczowego spaceru, spożycia złocistego trunku czy powąchania 'świeżego powietrza’ znad rzeki (pety zbiera umyślny – więc jest czysto). Między innymi spotkaliśmy młode ARTYSTKI, które lokalizowały się pod tarasem, w pobliżu naszej MYRDYRDY, poleciliśmy ją pod ich opiekę na czas naszej nieobecności – obiecały, że popilnują… ale to było wczoraj. Chodzi PAN cieć i sprząta bulwar – ale nie po nas. … KURANTY biją dziesięć razy KAPITAN wstaje i pije drugą KAWĘ. Ciepłe słoneczko czujemy na plecach, ławki jeszcze jednak wilgotne.. Po chwili lenistwa, refleksji, zamyślenia – pada ostry rozkaz „CAŁA NAPRZÓD”- płyniemy pod mostem wzdłuż bulwaru, pojawiły się chmury, czasem wygląda słońce, piękny widok od rzeki na GORZÓW. Dziś bardzo krótka trasa, mamy dopłynąć tylko do mariny na 53,5 kilometrze. Dopływamy. Do mariny wygodne wejście. Miejsce super, ale jeszcze w budowie, choć basen i slip już gotowe. Brakuje jeszcze wyciągarki, niebawem ma być (ale jeszcze nie ma). Teraz musimy już tylko czekać na transport, prawie  nic od nas już nie zależy. Zobaczymy tylko jak sobie poradzimy z wyciąganiem?

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5. 5
  6. 6
  7. 7
  8. 8
  9. 9
  10. 10
  11. 11
  12. 12
  13. 13
  14. 14
  15. 15
  16. 16
  17. 17
  18. 18
  19. 19