Start – pobyt w Pyzdrach
Po lepiej niż ostatnio przespanej nocy nastąpił kolejny dzień bosmański. STEFAN spał ciut dłużej i wstał względnie wypoczęty. Podjęliśmy próbę (kolejną) przeniesienia sterowania przed 'budę’ dla lepszej widoczności, wygody i pełniejszego życia towarzyskiego w trakcie podróżowania. Mimo naszych wysiłków, starań, a nawet wizyty u miejscowego ślusarza i następnie kolejnych modyfikacji – przedsięwzięcie to – trzeba przyznać – nie zakończyło się sukcesem. Trudno, próbowaliśmy …
Drugim wyznacznikiem dzisiejszego dnia bosmańskiego były wizyty składane na naszej jednostce pływającej. Czas nam upływał – co prawda- w miłej atmosferze- ale upływał, a sprawy zaplanowane do realizacji stały jak zamurowane w miejscu. Kluczowym osiągnięciem w tym całym zamieszaniu było skonstruowanie jednego z najpotrzebniejszych urządzeń sanitarnych tj. Pisuaru – ale to nadaje się na osobną opowieść …
Nie obyło się także bez telefonów ratunkowych do naszych najmilszych – a w efekcie kolejnej ich wizyty na tratwie ( co my byśmy bez Nich zrobili?). Tym razem nasze kobiety ZABRAŁY DO DOMU trochę więcej rzeczy niż przywiozły – ALE BYŁA KAWA, jeszcze placek i miła atmosfera (prawie jak za czasów narzeczeńskich – jak zauważył Stefan).
Wieczorem siedliśmy do komputerów aby powysyłać na stronę tratwy w wolnych chwilach wykonane fotki. TAK to byłoby na tyle- ale muszę wspomnieć, że dalej jest w użyciu mój prezent-choć z drobnymi kłopotami, bo gdzieś w tym rozgardiaszu ukryły się nam specjalne szklaneczki. Kończymy ten udany dzień krótkimi dygresjami Stefana – udajemy się na zasłużony odpoczynek.
