Dzień czternasty


NIEDZIELA   01.09.2013 r.       DZIEŃ CZTERNASTY

Start – Santok 

Pobudka około 7-ej trzydzieści, tempo odświętne. Po KAWIE idziemy do pobliskiego muzeum, bardzo sympatyczna pani, mama miejscowego przewoźnika promowego, otwiera dla nas i oprowadza opowiadając miejscową historię, jest bardzo miło – wpisujemy sie do księgi pamiątkowej… Czekamy na otwarcie sklepu- jadę na wycieczkę rowerową po najbliższej okolicy wdrapując się na wierzchołek wydmy aby zobaczyć piękną panoramę w kierunku na pradolinę Warty. Robię zdjęcia z lądu, piękna okolica, bardzo specyficzna, Santok na morenach, a w dole wielka pradolina. Wracam, miejscowi właśnie wychodzą z kościoła, świętują. Za chwilę na pokład mustrujemy dwoje młodych ludzi ASIA i BARTEK (od Pawła), jest godzina 11-ta dwadzieścia dziewięć. Wreszcie ktoś z nami płynie do samego GORZOWA Wielkopolskiego, a nie tylko odwiedza. Przypuszczamy, że w zależności od możliwości slipowania skończy się tu nasza wycieczka. Mamy silny, czołowy wiatr – robi sie chłodno – powoli człapiemy się w kierunku GORZOWA. Po prawej stronie piękne widoki na moreny polodowcowe z usytuowanymi na nich kolorowymi domkami. Zaczyna się już wstępna gra jesiennych kolorów (jak pięknie musi być tu w październiku?). Młodzi z wielkim zapałem chwycili za wiosła, lecz tak jak my w pierwszych godzinach spływu, tak i oni nie bardzo wyczuwają o co w tym wszystkim chodzi, coraz silniejszy wiatr skutecznie studzi ich zapał. Po kilkunastu minutach powoli opadają z sił, choć trudno im przyznać sie do tej porażki. Nie tak wyobrażali sobie płynięcie tratwą. Coraz zimniejsze silne  porywy wiatru skutecznie zniechęcają ich do tego typu sterowania jednostką – skąd my to znamy?  KAPITAN widząc narastające zmęczenie ASI daje polecenie uruchomienia naszego silniczka, po krótkim instruktażu MŁODZI radzą sobie z tym całkiem dobrze. My mamy wolne, możemy spokojnie siedzieć na pokładzie widokowym i podziwiać piękną okolicę. Około 14-ej trzydzieści docieramy do pięknego nadbrzeża w GORZOWIE Wlkp. Cumy odbiera PAWEŁ, kolega ze szkolnych lat w LO. Młodzi odmeldowują się i schodzą z pokładu bogatsi o 'tratwowe’ doświadczenie, odchodzą do swoich obowiązków, my zostajemy. KAPITAN idzie na rozpoznanie miejscowych PARASOLI -są kolorowe – może lepsze od naszego monotonnie zielonego? (który wczoraj dzielnie służył nie tylko KAPITANOWI). Czekamy na wizytację tratwy. Ja powoli zaczynam myśleć jak sklarować to wszystko… Na obiad flaki. Od 'wodniaka’ spacerującego z rodziną bulwarem, zainteresowanym rozwiązaniem technicznym naszego pływającego domku, dowiadujemy się o możliwości slipowania w porcie remontowym usytuowanym po lewej stronie zaraz za pierwszym mostem. Być może skorzystamy z tej propozycji, gdyż wydaje się rozsądna. Przed wieczorem mamy zamiar podpłynąć  ten kawałek w górę rzeki, wejść do portu i dowiedzieć się czy uzyskane informacje są prawdziwe i czy można skorzystać z infrastruktury tego starego, ale wciąż funkcjonującego portu remontowego na Warcie (niestety, ale nie wiadomo jak długo jeszcze? – prognozy nie są optymistyczne, a szkoda.) Nadal wieje – odpoczywamy na kojach. Spacerowicze są żywo zainteresowani naszą jednostką, słuchamy licznych komentarzy, ale nie chce nam się wychodzić i odpowiadać po raz któryś na, w gruncie rzeczy, te same pytania. Jesteśmy drugą jednostką przycumowaną przy pięknym BULWARZE, ta druga to barka, pełniąca funkcję baru-restauracji stojąca tu na stałe. Szkoda, że tak tu pusto. Popołudniem przyjmujemy na tratwie wizytę Pana JERZEGO H. kapitana odrestaurowanej 'Kuny’ Gorzów Wlkp. Miłe spotkanie, sporo historii Warty i nie tylko. Uzyskujemy kilka przydatnych informacji i pamiątkowy wpis do naszego dziennika. DZIĘKUJEMY ! Po wizycie PIERWSZY  odjeżdża w odwiedziny do J.K. kolegi z lat studiów, oficer z własnej woli zostaje na tratwie (choć był zaproszony) i porządkuje co nieco, następnie zalegam w koi. Budzi mnie jakiś rumor na tratwie, MARYNARSKIM krokiem wkracza PIERWSZY PO BOGU. Nie bardzo dociera do mnie o co chodzi w mowie powitalnej, lecz w rękach STEFANA widzę jakiś kolejny PREZENT, tym razem w postaci ogromnej śliwki ( – myślę, że wybieranej pod kątem przydatności do 'potatora’ – naszej armaty salutowej- ale przepraszam za dygresję , nie chcę 'broń Boże’ posądzony być o złośliwość)  oraz dwa pętka kiełbasy – (tutaj zastosowania zastępczego powstałego w pełnej pomysłów głowie Kapitana – nie mogę się domyślić. Słucham przez czas jakiś 'morskich opowieści’ w tle i w końcu  zasypiam…y.

  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4
  5. 5
  6. 6
  7. 7
  8. 8
  9. 9
  10. 10
  11. 11
  12. 12
  13. 13
  14. 14
  15. 15
  16. 16
  17. 17
  18. 18
  19. 19