SOBOTA 31.08.2013 r. DZIEŃ TRZYNASTY
Start – Krasnedłusko (103 km.)
Trudy wczorajszego nocnego cumowania wynagradza nam piękna od rana pogoda i cudowne w sumie miejsce. Przekonujemy się o tym dopiero za dnia. wyrabiamy się w miarę szybko. PIERWSZY już przy pierwszej KAWIE zjada coś (czego nigdy wcześniej nie czynił), dalej wszystko normalnym trybem, każdy wie co ma robić, śniadanko, komputer, przepierka itd. DZIŚ wyjątkowo STEFAN sam pyta pierwszy KIEDY wypływamy (co się dzieje???) – A mnie się nie śpieszy – w sumie to obaj mamy świadomość, że nasza przygoda powoli dobiega końca. No cóż, wyruszyć trzeba, słyszymy jakieś młode głosy na wałach, pewnie nadchodzą wędkarze – albo ciekawscy, wyglądamy, za wałami widok na jakiś duży kombinat, potężne silosy. Tu w zatoczce wyrzucają się ogromne ryby – szkoda, że żaden z nas nie wędkuje… Ruszamy wyjątkowo wcześnie 10-ta trzydzieści. Stan paliwa w zbiorniku 13 cm. Do SKWIERZYNY raczej pochmurno, lekki wiaterek w nos (mordewind) i chmurzy się od zachodu. Raczej ciepło, ale są chwile, że zakładamy bluzy o długie spodnie. Za mostem w Skwierzynie lokujemy się w zatoczce za WOPR-em, tu wysyłamy zaległe pliki do JAKUBA ( po uwadze dotyczącej dokładania mu pracy w postaci źle skonfigurowanej przesyłki fotek). W międzyczasie jemy obiad /klopsiki/. KAWA – fotki-siusiu. Wyjrzało słońce, zrobiło się gorąco – trzeba się rozbierać, horyzont nie wygląda jednak zachęcająco. STEFAN próbuje złapać MALINĘ na facebooku, ale MALINA się nie odzywa – wobec powyższego wyłączamy generator i ruszamy dalej. Pogoda bardzo kapryśna, grozi nam potężna czarna chmura, zrywa się porywisty wiatr, znacznie zwalniamy, silnik pracuje. Nie wieje jednak zbyt długo – uspokaja się – przyśpieszamy. Po drodze mijamy kolejne obozy wędkarzy lub samotników w trzcinach lub na ostrogach. Na 68 kilometrze wpływamy do pięknie usytuowanego na wydmach SANTOKA. Tu łączą się dwie rzeki NOTEĆ i WARTA i tutaj w pierwotnych założeniach mieliśmy płynąć w górę Noteci. Teraz wiemy, że się nie da. Cumujemy przy promie, jak doradził nam GRZESIU z CHORZĘPOWA. Za chwilę zjawia się nasz kolega szkolny PAWEŁ Z. z Rodziną i wspiera nas odpowiednim zaopatrzeniem. Pogawędka, zwiedzanie tratwy… umawiamy się, że Młodzi jutro popłyną razem z nami do GORZOWA. W trakcie miłej pogawędki na tratwę niespodziewanie po trapie zamustrował nowy członek załogi, młody Kapitan- MRUCZEK, który po skosztowaniu suszonego kabanoska zadomowił się na dobre i zawładnął całą jednostką. Był strasznie ruchliwy i dopóki nie spoczął pod KAPITAŃSKĄ czapką przeszkadzał nam niemiłosiernie. Jutro mamy zamiar zwiedzić w SANTOKU muzeum i okolice. Teraz walczymy z buntem, młody Kapitan chce zaprowadzić swoje porządki. No cóż…
