Etap 2
Z Żółwiem umówiliśmy się że po jego śpiewach ruszymy dalej . Silnik był po przeglądzie, Andrzej zabrał ze sobą swój stary na rezerwę (tak na wszelki wypadek), bo skoro nowy ma takie kaprysy różne, to lepiej być zabezpieczonym. No i słusznie. Z nowym silnikiem po, że tak powiem, przeglądzie, czyli wymianie olejów, jego samochodem, do Obornik.
Samochód zostawiliśmy u mojego kumpla, czyli u Helmana.
Umocowaliśmy silnik na pawęży, podłączyliśmy. Silnik nie odpala. Światełko czerwone mu się świeci i odpalić nie chce.
Próby kolejne nic nie dają. Telefon do serwisu: – My wymieniliśmy tylko olej, nie uruchomialiśmy, bo nie mamy manetki. Przywieźcie, sprawdzimy w ramach gwarancji, ale z manetka i przewodami sterującymi. Jak się potem okazało (po następnej wizycie w serwisie) , światełko to było, bo serwis po przeglądzie go nie zresetował nie mając manetki i przewodów.
Zmieniliśmy silnik i na tym nowym silniku, znaczy na starym silniku żółwia popłynęliśmy dalej. Paliwo zaczęło nam znikać w sporym tempie, ale po drodze Chorzępowo, więc Grześ ułatwił nam jego zdobycie.

Udało nam się dopłynąć do Santoka, bo z prądem się płynęło. Tuż po odbiciu od pomostu w Chorzępowie musieliśmy się cofnąć po coś (nie pamiętam po co ). Ciężko było pod prąd płynąć, wolno bo wolno, ale jakoś się podołaliśmy. Dopłynęliśmy do Santoka. Przy wejściu w Noteć okazało się, że Noteć ma prąd dużo większy od Warty. Ciężko było się dostać do mariny. To jest kilkaset metrów. Jak się mija most, w prawo trzeba wpłynąć w górę rzeki. Silnik wyje na maxa, a my pół kilometra na godzinę . Doszliśmy do wniosku, że nie damy rady podpłynąć na tym silniczku. Cieszyliśmy się, że w ogóle udało nam się wpłynąć do mariny w Santoku. Stwierdziliśmy, że nie ma co dalej walczyć, bo nie damy rady. Trzeba uruchomić ten nowy silnik, bo on tam da radę w końcu. Postanowiliśmy znów zrobić sobie przerwę i kontynuować po śpiewaczym festiwalu w Kazimierzu, którego Andrzej sobie nie mógł odpuścić.
Andrzej pojechał pociągiem do Obornik po samochód. Ja załatwiłem pobyt tratwy w marinie.
Następny kurs do serwisu zrobiłem z Ludwiką. Nie znaleźli żadnych błędów. Powiedzieli, że uruchomili. Wszystko działa. Pieniędzy tym razem nie wzięli. Nie wiadomo co się stało. Ja też nie wiedziałem, bo niestety z takimi silnikami nie miałem do czynienia, zwłaszcza z nowymi .Zawsze pływałem na starociach i to dodatku prymitywnych, a nie naładowanych elektroniką. W każdym razie silnik podobno działał. Zażądałem , by uruchomili przy mnie. Działał. Wszystko gra. Zabrałem silnik i i przywiozłem z powrotem do domu. Jak później przeanalizowaliśmy z Andrzejem przypadek, silnik nie odpalił prawdopodobnie bo się jakiś tam przewód rozłączył od manetki. Po prostu wysunął się z kostki jeden z pinów.
Umocowaliśmy silnik na pawęży. podłączyliśmy. Silnik nie odpala. Światełko czerwone mu się świeci i odpalić nie chce.
Próby kolejne nic nie dają. Telefon do serwisu: – My wymieniliśmy tylko olej, nie uruchomialiśmy, bo nie mamy manetki. Przywieźcie sprawdzimy w ramach gwarancji, ale z manetka i przewodami sterującymi.